poniedziałek, 2 stycznia 2012

02/02/2012


Małż mój jest pociągający, nawet bardzo. Kicha i kicha i niestety nie widać poprawy. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło... Dlaczego? Przez to, że źle się czuje postanowił dziś zostać w domu. Zadzwonił do swojej Pani Dyrektor, usprawiedliwił się i został z nami :) 
I było super. Kolejny dzień z cyklu leniwie płynących, acz aktywnie spędzonych. Poszliśmy na długaśny spacer. Dotlenienie sięgnęło zenitu J Już dawno tak długo nie spacerowałam, a to dlatego, że Lusia ma małe nóżki i nie możemy wybrać się gdzieś daleko… a dwóch wózków nie dam rady pchać ;)
Chociaż podobno mamy są wielofunkcyjne i potrafią wiele rzeczy, więc może niedługo dojdę do etapu, kiedy dwa wózki nie będą problemem J
A tak na marginesie, to gdyby była zima to byłoby inaczej J Byłyby sanki… tzn. mam nadzieję, że by były, bo kupujemy je od dwóch miesięcy J każde z maluchów opatulone, zawinięte i nikt nie narzeka na to, że po przejściu 100 metrów bolą nóżki ;) Ale może jak częściej będą zapowiadać opady śniegu to w końcu je kupimy J żeby nas zima nie zaskoczyła jak drogowców J


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz