Małż mój jest pociągający, nawet bardzo. Kicha i kicha i niestety
nie widać poprawy. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło... Dlaczego?
Przez to, że źle się czuje postanowił dziś zostać w domu. Zadzwonił do swojej
Pani Dyrektor, usprawiedliwił się i został z nami :)
I było super. Kolejny dzień z cyklu leniwie płynących, acz
aktywnie spędzonych. Poszliśmy na długaśny spacer. Dotlenienie sięgnęło zenitu J Już dawno
tak długo nie spacerowałam, a to dlatego, że Lusia ma małe nóżki i nie możemy
wybrać się gdzieś daleko… a dwóch wózków nie dam rady pchać ;)
Chociaż podobno mamy są wielofunkcyjne i potrafią wiele rzeczy,
więc może niedługo dojdę do etapu, kiedy dwa wózki nie będą problemem J
A tak na marginesie, to gdyby była zima to byłoby inaczej J Byłyby
sanki… tzn. mam nadzieję, że by były, bo kupujemy je od dwóch miesięcy J każde z
maluchów opatulone, zawinięte i nikt nie narzeka na to, że po przejściu 100
metrów bolą nóżki ;) Ale może jak częściej będą zapowiadać opady śniegu to w
końcu je kupimy J żeby nas zima nie zaskoczyła jak
drogowców J
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz