Miałam napisać wczoraj... ale jakoś się zrobiło późno, śpiąco i skleroza mnie dopadła i nie napisałam. A w ramach postanowień noworocznych (he he he) miałam się zabrać za systematyczne pisanie... a zawaliłam już pierwszego dnia :)
Nie będę się rozpisywać co się działo w owczarni w Nowy Rok, bo w sumie nic się nie działo... snuliśmy się jak nigdy w życiu, było leniwie, śpiąco, ale było rodzinnie, spędziliśmy wspólnie czas i o to chodziło... a to co chciałam wczoraj uwiecznić to myśl na temat Lusi.
Wieczorem, w trakcie zasypiania, jak już usłyszałam miarowy oddech mej córki, delikatnie postanowiłam opuścić jej pokój. Okazało się, że młoda dama jeszcze nie śpi i woła słodkim głosem: MAMUSIU, MAMUSIU... i przemknęło mi przez myśl, że muszę ją nagrać... bo jak będzie miała naście lat i będzie mnie bardzo nielubić w swoim buncie nastolatka, to będę sobie puszczać :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz