Nie pamiętam dokładnie kiedy to ma miejsce, ale coś czuje, że u mnie właśnie się zaczęło:) Dzisiaj wymyłam prawie wszystkie szybki w oknach - tylko szyby, bo żeby skakać po krzesłach i myć całe okna to nie mam odwagi. Wyszorowałam pół mieszkania, drugie pół na jutro. Zostało mi jeszcze ułożenie ubranek dla młodego w komodzie i już.
Ale najgorsze to chyba dopiero przede mną. Przede wszystkim trzeba Lusię nauczyć spać w dużym łóżku, w sensie takim normalnym 90x200, ale jak dla niej dużym. No i spać będzie dosyć wysoko... więc jakby coś, nie daj Boże, to spadać też będzie z wysoka. Muszę tą przeprowadzkę zrobić jak najszybciej, żeby nie powiązała pojawienia się na świecie brata z zabraniem jej łóżka. Już rozplanowuję czym ją pozastawiam i z której strony:) Niestety do całości obwarowania brakuje mi jeszcze takiej blokady z Ikei, no ale to mam nadzieję nabyć w najbliższym czasie.
młoda właśnie zażywa kąpieli. Ten przywilej wieczornego kąpania spoczywa na tacie. Mają taki swój rytuał. Ja już od tego momentu odpoczywam:) Chociaż bywa różnie... może się zaraz okazać, że usłyszę: Iba, bo ona chce CIebie do zasypiania... i po ptokach... jak dobrze pójdzie 5 minut, jak źle... cuś koło 30...
No, nie chcę zapeszyć, ale właśnie położyłam Lusię do łózka, jakieś 3 minuty temu, przymknęłam dzrwi i... chyba śpi! Kurde! Sukces! Pierwszy raz od stu lat moje dziecko zasnęło samo wieczorem! Hurrra!
Dobra, koniec pisania na dziś:) szukam dalej książek w necie...:)